Pierwszy tydzień w nowym domu

Spróbuję teraz podsumować pierwszy tydzień w nowym domu Lena. Z podróży z jego poprzedniego domu, dotarliśmy do Krakowa między 1-2 w nocy. Cała podróż zleciała nam całkiem dobrze. Co prawda Len zwymiotował na początku drogi i dużo piszczał, bo jednak był w szoku, po takim nagłym wyrwaniu z „białej lawiny” (w końcu łącznie było… 16 psów?!).

Później jednak był całkiem spokojny, dużo spał, na postojach pił wodę i grzecznie robił siku. Droga zleciała w miarę szybko, wpadliśmy do mieszkania i wtedy się zaczęło. Nie było mowy o żadnym spaniu, czy odpoczynku. Len biegał, skakał, bawił się i oczywiście „znaczył” teren… Jak się okazało, na nic było przygotowywanie mu legowiska, bo do dziś śpi pod łóżkiem, za łóżkiem, bądź wszędzie, gdzie jest twardo i z pozoru niewygodnie. Widać nie dla niego.

Przez ten jeden tydzień Len zdążył być na koncercie (plenerowym, dlatego mogliśmy bez problemu wejść i sporą część występów przespał w kocu na moich kolanach), w dwóch różnych obcych domach w odwiedzinach u bliskich znajomych, a i mnie nigdy nie odwiedziło tyle osób, co w tym tygodniu – większość pod pretekstem zobaczenia małego urwisa. Za każdym razem w nowym miejscu zachowywał się całkiem dobrze. Niczego nie zdemolował, a nawet pęcherz i jelita szczęśliwym trafem trzymał na wodzy 😀

Jak pisałam wczoraj, był też u weterynarza. Wcześniej w tym tygodniu także odwiedził sklep z mięsem i sklep firmowy browaru Huta Piwa. Za każdym razem, jak gdzieś się pojawi, zyskuje ogromną popularność i sympatię.

Każdy posiadacz psa (a co dopiero szczeniaka), przyzna mi rację, że nawet 5-minutowy spacer może być niezwykle męczący… „a jaki śliczny, a ile ma, a jaki słodki, jaka kuleczka, a to duży urośnie, a co to za rasa, a jak to, a jaki śliczny, a proszę robić to i tamto z nim”… Taak.

Każdy kto przyszedł do naszego domu, był przez Lena jednocześnie ciepło, jak i bardzo „dotykowo” badany… a to wbił zęby w stopy, a to w rękę, a jak się dało, to i w nos… Mnie też raz prawie podbił oko nosem. Ma talent chłopak, nie ma co.

Len powoli stara się rozumieć, co znaczy „nie” i czego nie wolno, ale nadal ma takie momenty, że nie da się nad nim zapanować w żaden sposób… Żaden gest psiej „dominacji” na niego nie działa. Ale mam nadzieję, że to się zmieni i współpraca między nami będzie układała się coraz lepiej. Ciężko skupić jego uwagę na czymś przeznaczonym specjalnie dla niego, bo i tak zaraz łapie w zęby co popadnie (niestety nadal kable)… W zajmowaniu jego uwagi jak na razie najlepiej sprawdzają się suszone płuca 🙂

Teraz właśnie spał przez jakąś godzinę i zaczyna broić… czas się nim zająć, zanim zrobi coś głupiego 😀

PS: Ubolewam, że nie mogę zrobić mu wyraźnych zdjęć, bo zawsze jest w ruchu… Dobra, jedynie jak śpi, mogę coś bardziej HD zrobić… 😦

A tu wołowa krtań, której nie widać w całej okazałości...
Gryziona wołowa krtań, której nie widać w całej okazałości…
W miarę wyraźne zdjęcie w trakcie gryzienia świńskiego ucha...
W miarę wyraźne zdjęcie w trakcie gryzienia świńskiego ucha…
Reklamy

Jedna myśl w temacie “Pierwszy tydzień w nowym domu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s