Ciężka praca czy zabawa?

„…tak naprawdę układanie psów jest proste, prawdziwą drogą przez mękę jest szkolenie przyszłych właścicieli.” *

Zgadzam się z powyższym cytatem i uważam, że zdecydowanie nie każdy powinien mieć psa, albo inaczej… każdy przed jego przyjęciem pod swój dach powinien przejść minimalne szkolenie, włożyć odrobinę wysiłku w to, by chociaż poczytać trochę o szkoleniu psów. Albo o o tym, co to w ogóle jest pies.

Niestety zadanie to przerasta wiele osób i później słyszy się narzekania, jaki to mój pies niegrzeczny, a jak ja pani nie życzę, żeby wyrósł na wzór owczarka niemieckiego, bo to się nic nie da z takim psem już zrobić, albo się widzi te niewychowane psy, które całkiem weszły na głowę właścicielom. Sama nie jestem mistrzem w dziedzinie tresury i muszę sporo nadrobić, ale podjęłam to wyzwanie i jestem bardzo ciekawa wszystkiego, co stanie się po drodze.

Aby poradzić sobie z wychowaniem psa, a także podtrzymywaniem dobrych nawyków w wieku późniejszym, niezbędne są 3 elementy:

  • obserwacja
  • wyczucie
  • cierpliwość

To taka podstawa, dzięki której możemy cokolwiek zacząć próbować robić z psem. Każdy pies jest inny i każdy wymaga nieco innego podejścia. Do tych trzech elementów należy dodać przede wszystkim: pochwały oraz odpowiednie intonowanie komend. Warto nagradzać każde zachowanie, na utrwaleniu którego nam zależy. Psy wtedy bardzo szybko uczą się, co warto robić, a czego lepiej unikać (najszybciej widać to przy nagradzaniu załatwiania potrzeb na dworze). Intonacja z kolei jest bardzo ważna dla przekazywania emocji, gdyż psy bardzo dobrze je odczytują. Ale będą mogły je odczytać i zrozumieć, jeśli my sami dobrze je przekażemy. Dlatego mówienie łagodnym tonem, głosem nieco wyższym jest dla psów pozytywnym sygnałem. Natomiast głos niższy, przedłużone wymawianie głosek niosą inne sygnały, raczej powstrzymujące. Każdy kto choć trochę przyglądał się psom, wie doskonale, że ważniejsze jest jak mówimy, a nie to, co mówimy. Na przykładzie dwóch psów, jakie mam, wiem, że zdecydowanie najlepszą metodą jest chwalenie dobrych zachowań i poprzez to eliminowanie tych niepożądanych. Każdy pies potrzebuje mniej lub więcej czasu na przyswojenie tego, czego się od niego oczekuje. Len ma 2 miesiące, ale już teraz widać, że ma duży potencjał do nauki. W tej chwili bardzo dobrze wychodzi mu aportowanie piłki (nie wiem, czy już wcześniej się tego uczył, ale odkąd pierwszy raz mu ją rzuciłam, od razu przynosi) i puszczanie jej na rozkaz „puść!”, nieźle idzie mu również siadanie (szczególnie, gdy widzi przed sobą nagrodę :D). Widać po nim także, że ma „charakterek” i kompletnie nie chce dać za wygraną, jeśli umyśli sobie, że po raz setny będzie gryzł moje stopy (ewentualnie wyższe partie nóg, skoro stopy są ciągle zabraniane) lub ręce (które nadal wyglądają, jakbym się cięła :D). Nadal lubi dobierać się do kabli, a także po przeszło tygodniu wymyślił, jak skuteczniej dostawać się na łóżko i wczoraj wieczorem zdejmowałam go stamtąd jakieś 5 razy.

W wypadku szczenięcego gryzienia porad jest kilka:

  • krzyknąć/pisnąć (koniecznie wysokim głosem) i zabrać rękę/nogę
  • natychmiastowo przerwać zabawę, wstać i skrzyżować ręce
  • można natychmiastowo wyjść na czas do 60 sekund z pokoju i dać szczeniakowi czas na przemyślenia
  • całkiem przerwać zabawę i wrócić do niej dużo później
  • przytrzymanie mocniej jednej wargi
  • całkowite ignorowanie i zastygnięcie w bezruchu
  • zaproponowanie w zamian zabawki (gorzej, jak nie ma się jej pod ręką)

Z czystym sumieniem muszę wyznać, iż na Lena nie działa żadna z tych opcji. No dobrze, żadna poza ostatnią, co jest na ogół jedyną deską ratunku. Czasem, kiedy w trakcie jego całkowitego rozbrykania, kiedy już naprawdę przesadza, wypraszam go na chwilę z pokoju, wraca spokojniejszy. Oczywiście nie na długo i faktycznie czynne zajęcie go, czy to szarpakiem, czy piłką jest dość pomocne… Ale niech mi się tylko zachce wyjść po herbatę do kuchni, a Len akurat ma wielką fazę na gryzienie… przez całą drogę jestem szczypana i gryziona w nogi. Czasem czuję się naprawdę bezsilna, ale powtarzam sobie, że cierpliwość i konsekwencja jest kluczem do sukcesu. Przynajmniej w kwestii psów. I wiadomo, z wiekiem pewne zachowania znikają, każdy kiedyś dojrzewa 😀 Grunt, żeby do tego czasu nie utrwalić niepożądanych zachowań jak np. żebranie przy stole (jakieś trzy dni temu Len wpadł na ten pomysł i stara się go kontynuować), spanie w łóżku, gryzienie wszystkich i wszystkiego, ciągnięcie na smyczy… I długo by wymieniać.

Reasumując, uważam, że mimo wszystko wychowywanie psa jest dobrą zabawą, gdyż codziennie można obserwować efekty swojej pracy, a także rosnące porozumienie ze zwierzakiem. Przyznaję jednak, że początki są trudne i wymagają sporego zaangażowania, zarówno intelektualnego, jak i fizycznego.

Len zaplątany w torbę z Ikei... chwila spokoju :D
Len zaplątany w torbę z Ikei… chwila spokoju 😀

* Stanley Coren Tajemnice psiego umysłu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s