Z psem pójdę i na koniec świata!

Wracamy po dość intensywnym weekendzie z kolejnym wpisem, do którego chciałam zabrać się już jakiś czas temu. Jako dziecko naczytałam się książek o zwierzętach i od tamtego czasu mam wyrobiony pewien ideał życia i spędzania wolnego czasu (albo czasu w sensie ogólnym, gdyby za to płacili :D). Mianowicie w książkach tych bohaterami były prawie zawsze psy, a mam na myśli tytuły od Lessie, wróć!, Białego Kła, Włóczęg Północy, a na rodzimym Janie Grabowskim (m.in. Puc, Bursztyn i goście) skończywszy. Niezaprzeczalnym hitem mojego dzieciństwa była jednak jeszcze inna książka – Włóczęga i inne opowiadania Marii Terleckiej. Wybaczcie, ale jestem skrzywiona na punkcie literatury i mogłabym tak długo… dlatego przejdę do sedna. Ów Włóczęga zapadł mi w pamięć tak bardzo, że mimo, iż upłynęło wiele lat, ja wciąż pamiętam opowiadanie o chłopaku, który udał się na włóczęgę i spotkał psa… i wędrowali sobie razem, po polach i lasach, wieczorami siedząc przy ognisku. Przyznaję, że niewiele ponadto pamiętam, ale wystarczy to, by nadal uważać, że jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu – móc wędrować („Na łąkach, na rozłogach / Na polach, błoniach i wygonach / W blasku słońca, w cieniu chmur”) i to jeszcze z psem u boku.

Przyznaję, że nie mogę doczekać się, aż Len podrośnie i stanie się tym moim wymarzonym wilkiem, a wtedy żadna droga nie będzie mi straszna i każda będzie podwójnie radosna. Również ta wodna, bo przyznaję, iż uwielbiam żeglować i mam nadzieję, że pewnego dnia Len podzieli mój entuzjazm. Z całego serca uwielbiam także góry… ale to już stanowi pewien problem. Byłam teraz w Tatrach i poczytałam sobie regulamin:

ffff ffffff

Przyznaję, iż trochę mnie przekonali tym, że obecność psa na szlaku może zaniepokoić dzikie zwierzęta. Nie mam pojęcia, czemu wcześniej o tym nie pomyślałam i byłam skłonna kłócić się, używając dokładnie tych argumentów, które tu przytoczyli „pomimo, że pies jest na smyczy, nie załatwia potrzeb fizjologicznych i jest karny”, żeby postawić na swoim, że przecież mogę i wejdę, co to za durne zakazy. Inna rzecz jeszcze ma się z moimi ukochanymi Bieszczadami – tam z kolei regulamin mówi:

Clipboard01

I z całą moją miłością do wilków od razu to „kupiłam” i stwierdziłam, że oj tak, macie rację, nie można tak ryzykować. Co z tego, że tego samego dnia widziałam w BPN-ie jak ktoś na szlak wniósł yorka… Nie wiem, może przemycili w torbie, ale uważam, że jak nikt nie może wprowadzać, to wielkość nie ma znaczenia…

Na pocieszenie jest fakt, iż na szlaki nie wchodzące w skład parków narodowych można wchodzić z psami i wydaje mi się, że warto z tego korzystać. No chyba, że to wyżej, to głupie zakazy i ja jestem jednak nie wtajemniczona i wszyscy inni ze swoimi psiakami jakoś wchodzą na te szlaki… Jak ktoś to będzie czytał, to może mnie uświadomić, a także polecić jakieś fajne miejsca na wędrówki 🙂

Problem, z tego, co wiem, jest także nad polskim morzem i na plaże również psów wprowadzać nie wolno… chyba, że otworzą specjalną plażę dla psów. To tam podobno można, a tak to won… Uważam to za bardzo przykrą kwestię, tylko pytanie teraz, czy stało się to z winy nieodpowiedzialnych właścicieli psów, którzy nie sprzątali po psach, albo przychodzili z tymi zarażonymi wścieklizną… czy z winy polskiego, głupiego przeświadczenia, że pies, to przecież same zarazki, smród i pożoga. Sporo i trafnie na ten temat napisane jest tutaj i w zupełności zgadzam się z tymi spostrzeżeniami.

Autorka tamtego wpisu nie porusza jeszcze jednej, wydaje mi się, że bardzo newralgicznej kwestii… a mianowicie „z psem na cmentarz?!”. Ogólnie lubię cmentarze, uważam, że stare są szczególnie piękne i można na nich miło spędzić czas (choć z nekrofilią nie mam nic wspólnego). Czikę zabierałam ze sobą w różne miejsca, również na cmentarz, gdyż ona miała spacer, a i ja w razie czego mogłam spełnić powinność „zniczową”. Moja babcia zawsze mnie strasznie ganiła za to, że idę z psem na cmentarz, choć sama nie miała zbyt wielu argumentów w kwestii „dlaczego nie?”, poza tym, że ludzie będą gadać, no i nie wypada… W zeszłym roku 2 listopada również zabrałam Czikę na cmentarz i pewna pani wyraziła tonem, jakby ukazał jej się widok tak niesmaczny, że aż nie przystoi, właśnie słowa „z psem na cmentarz?!”. Uśmiechnęłam się tylko i bez słowa poszłam z psem na grób wujka. Rozumiem kwestie wiary i inne takie, ale mało któremu psu przyjdzie do głowy załatwiać się na betonie lub grobach, a samo stąpanie po „święconej ziemi” też grzechem nie jest. Nie wiem co prawda, jakie Wy macie zdanie na ten temat, bardzo możliwe, że w Polsce nawet psiarze uważają, że w pewne miejsca z psem „nie wypada”… Ale póki sił mi starczy, mam zamiar wejść z moim psem wszędzie, gdzie się będzie dało, a także uświadamiać ludzi, że „nie taki straszny pies…” 🙂

Sam Len był ostatnio na krótszej wycieczce, u mojej babci w Busku – Zdroju. W samochodzie zachowywał się bardzo grzecznie, głównie spał, czasem zaglądał do przodu, ale nie psocił, ani nie przeszkadzał w jeździe. Zapoznał się z Cziką, która jako straszna zazdrośnica, jak tylko weszliśmy do domu (choć na dworze było merdanie ogonkami i „uśmiechy”) szczekała na niego i warczała, nie chcąc nawiązywać żadnych przyjaźni z „intruzem”. Może przy następnej okazji będzie lepiej, choć nie można za wiele wymagać od 13,5-letniego, schorowanego psa postawionego w obliczu krnąbrnego psiego dziecka…

A Len znów jechał samochodem... i był taki dzielny!
A Len znów jechał samochodem… i był taki dzielny!
Reklamy

2 myśli w temacie “Z psem pójdę i na koniec świata!

  1. No z tym morzem to tak nie do końca 😉 jest zakaz wyraźnie napisany przy wejściach do plaży i faktycznie w sezonie psów tam nie powinno być. Ale rzeczywistość jest inna, psy są na plażach i te duże i te małe. Oczywiście niektórzy ludzie mają z tym problem (bo przecież zakaz jest) to innym wcale to nie przeszkadza. Jeśli panujesz nas swoim psem i go kontrolujesz to spokojnie możesz przesiedzieć z nim na plaży cały dzień ;D

    Polubienie

  2. Jak ludzie nie sprzątają po sobie na plażach to gorszy smród, brud i patogeny tam się wytworzą niż po psie, który niekoniecznie musi tam załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne… No ale ludzie mało kiedy rozumieją, że najgorzej szkodzą sami sobie. Zapominamy „dostrzegać belki w swoim oku”, taka prawda…Nigdy nie próbowałam wędrówek z psem na „popularnych szlakach”, ale tak gdzie zdarzyło mi się bywać raczej nikt problemu z psem nie miał, ani zakazu też nie było mi przeczytać(a wyczulona mniej lub bardziej jestem). Co do cmentarzy i „nie wypada!!”.. Mam alergię na to, co w naszym społeczeństwie „nie wypada” i naprawdę czasem mam ochotę rzucić gromem rodem z Olimpu w to całe wypadanie. Co złego pies zrobił, że nie może wejść na cmentarz? W razie gdy „coś nabroi” właściciel ma obowiązek wziąć odpowiedzialność. Pytanie więc brzmi nie „z psem na cmentarz?!”, a „właścicielu, wziąłeś odpowiedzialność w pakiecie?”. Nie będę się już nawet rozwodzić na tym co brudne, a co nie, bo wspomniałam już o belce, wystarczy. W każdym razie, życzę powodzenia i owocnych wędrówek gdziekolwiek by one nie były 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s