Podróże z psem – Krzeszowice z dreszczykiem

Dawno nas nie było, choć pomysły na wpisy są, tylko motywacji brak… było do przewidzenia, że tak będzie, ale wierzę, że tego bloga nie porzucę, jak wszystkich innych… w końcu Len i psy dostarczają tylu wrażeń, że szkoda by było ich nie spisywać.

Wybraliśmy się dziś na dość spontaniczną wycieczkę, gdyż grono moich bliższych i dalszych znajomych w wielu przypadkach zainteresowane jest zwiedzaniem miejsc  z pozoru nieatrakcyjnych – opuszczonych, zniszczonych, popadających w ruinę, ale także i tych „ładnych”, bądź plenerowych, żeby nie było 😀

Pogoda niestety była dziś dość ponura, bo dość często kropił deszcz i wilgotność powietrza ogólnie była wysoka, co na ogół potęguje uczucie zimna, gdy temperatura nie jest zbyt wysoka. Rano od 10 do 11 byliśmy z Lenem na szkoleniu, bo choć sama jestem w trakcie kursu instruktorskiego, musiałam zapisać się na dodatkowe zajęcia  z moim tylko psem… gdyż jest krnąbrny i możliwości skupienia jego uwagi na dłużej, niż 3 sekundy są równe niemal zeru. Niestety. Ale z drugiej strony… jak już takiego nicponia zdyscyplinuję, to czy jakiś pies będzie mi jeszcze straszny? Ahaha. Z pewnością, ale dużo mniej.

Wracając jednak do naszej wycieczki, miała być ona dość krótka, więc postanowiłam znaleźć coś w niedużej odległości od Krakowa, a że najczęściej mimo wszystko podróżuję palcem po mapie… bądź internecie, to wyszukiwanie ciekawych miejsc idzie mi dość nieźle (szkoda, że 3/4 z nich jest w woj. dolnośląskim….) 😀 Jak na zawołanie znalazł się dobry cel, dwójka towarzyszy podróży również, no to w drogę…

… celem tym był Pałac Potockich w Krzeszowicach (polecam też ten link) z XIX wieku, opuszczony i piękny. Przynajmniej na zdjęciach. Dojechaliśmy dość szybko, trasa przyjemna, sporo śniegu dookoła (choć w Krakowie praktycznie go nie ma), dojeżdżamy do celu, pałac faktycznie jest… jakieś ogrodzenie, jakaś brama… otwarta. No to wjeżdżamy. Zaparkowaliśmy sobie ładnie, przed nami kolejna brama, niby z kłódką, ale też otwarta. No nic, wygląda na to, że nie jesteśmy nieproszonymi gośćmi – wchodzimy.

20160213_134359

20160213_135727

20160213_135747

Jest dziedziniec, jakieś pomieszczenia jakby gospodarskie, oglądamy, chodzimy (choć ja z psem to nie wszędzie weszłam, dlatego czekaliśmy na resztę delektując się patykiem. Znaczy Len, nie ja :D). Postanowiłam obejść pałac chociaż częściowo, bo ile można z tym patykiem, jak inni zwiedzają jakieś strychy, idę sobie, a tam całkiem porządnie wyglądające drzwi (wrota wręcz), a przez szparę między skrzydłami patrzę, widzę i oczom nie wierzę. Mianowicie, zobaczyłam psa. Oczywiście trochę się zbulwersowałam, bo nie wyglądało, jakby był tam ktokolwiek poza nami, a pies wyglądał na zadbanego. W dobie wszędzie bestialsko porzucanych psów, pierwsze, co pomyślałam, to że ktoś go wyrzucił, jakoś się tam dostał i zostawił psa na śmierć w pałacu… już chciałam dzwonić do kogokolwiek i to zgłosić… ale spokojnie, najpierw trzeba było pozwiedzać resztę.

20160213_142032

No to chodzimy, oglądamy, do tych naprawdę imponująco wyglądających części oczywiście nie dało się wejść, więc pełni zawodu, sobie patrzymy chociaż z zewnątrz. Ja zachwycona, oczom nie wierzę, bo kocham XIX wiek, pałace, zamki, dwory, ruiny, co tam chcecie… no i wyobraźnia mi od razu działa na pełnych obrotach lecąc wesoło ku fantastyce grozy, czy innym romantycznym klimatom.

20160213_142138

20160213_142134

20160213_142239

Zdjęcia niestety jakości kiepskiej, bo z telefonu i przy słabej pogodzie… ale chyba widać trochę ten majestat. Piękne schody ze zdobionymi poręczami… tylko przedsmak tego, co w środku…. a co w środku, to się nie dowiedzieliśmy.

Dowiedzieliśmy się natomiast,  że brama została zamknięta na kłódkę (pieszy mógł wejść częściowo na teren pałacu z rozległego parku go otaczającego, ale na ten najbliższy teren trzeba było np. przejść przez ogrodzenie, wspinając się), gdy my radośnie zachwycaliśmy się architekturą, snując marzenia o tym, jak pięknie musi być wewnątrz.

Sytuacja zaczęła wyglądać kiepsko, bo okazało się, że na teren wjechał jakiś samochód (myślimy sobie, że pewnie jakiś dozorca), pozamykał wszystko i tak oto… zostaliśmy nielegalnymi „explorerami”. Pomocny znikąd, telefonu do nikogo również, wejść tam znowu, to już w ogóle jak włamanie (przypominam, że wjechaliśmy przez otwartą na oścież bramę (!) pozbawioną zakazu wstępu)… No ale nic, trzeba iść (ja zostałam z psem w parku, dzięki czemu zostałam później potraktowana ulgowo :D) i się dobijać, jest samochód, jest pies, to i człowiek musi być… Moi towarzysze poszli działać, ja czekałam. Z daleka zobaczyłam, że w końcu ktoś wyszedł zza tych wrót, pies również (i ta ulga- ah, jednak nie porzucony!) i się zaczęło… Pan nas wypuścił, potraktował dość przyjaźnie… ale wcześniej już „zamówił” policję, więc trzeba było poczekać i dać się wylegitymować… bo może cenności wywozimy? Może złom? Mnie się upiekło, z resztą nam wszystkim, bo dwaj policjanci potraktowali nas łagodnie, podobnie pan-dozorca i jego pies, więc nawet ucięliśmy sobie pogawędkę – zrozumieli, że żadni z nas złodzieje, a tylko chcieliśmy pooglądać piękną ruinę. I może nawet dałoby się dogadać, żeby kiedyś, wiecie, tak pół-incognito tam sobie wejść i obejrzeć, rozmarzyć się nad wielkopańskim życiem.. bo pan-dozorca wydawał się człowiekiem „w klimacie” i z pewnością nasze pragnienia rozumiał, ale zasady, to zasady. Dowiedzieliśmy się jednak, że pałac trafił znów w ręce Potockich (co doczytałam i sama później w internecie), ale są z nimi problemy, bo mają i inne włości, o które walczy gmina, żeby jednak należały do niej, ale pałac to niech sobie wezmą itd… dlatego nie jest już „bezpański” i te najpiękniejsze części zostały zabezpieczone, bo jednak poza szaleńcami naszego pokroju dużo jest ludzi nieodpowiedzialnych, złodziejaszków i nastolatków, szukających przygody zapomniawszy rozsądku (no dobra, my trochę też zapomnieliśmy, a swoje lata mamy :P). No i oczywiście miejsce to niszczeje i w wielu pomieszczeniach nie można już swobodnie się poruszać, stąd zakazy wstępu. Podobno rozległe są też piwnice i kiedyś znaleziono tam sznurek wełniany, którzy zostawili jacyś „rabusie”, bo inaczej nie trafiliby znów do wyjścia..

Widzicie Moi Drodzy, tak to jest, jak się człowiek naogląda pięknych zdjęć dworów i pałaców, również od wewnątrz na poznajpolske.onet.pl i myśli sobie „no nie, przecież skoro jakiś chłop tam wlazł i zdjęć narobił, to i my wjedziemy, no przecież kanałami nie przyszedł…” A tu bęc, niespodzianka 😀 Tak czy siak, wycieczkę zaliczam do udanych, bo nikomu żadna szkoda się nie stała, a my będziemy wiedzieć na przyszłość, żeby jednak się tak nie rozpędzać przez otwarte bramy.

Wracając, pojeździliśmy po tak zwanych „zadupiach”, nikogo nie obrażając oczywiście, ale mam na myśli jeżdżenie takimi drogami, którymi żaden normalny kierowca, jadący do konkretnego celu i mający główne drogi do wyboru, by się nie zapuścił… Widzisz dziwną drogę? Skręć tam. Widzisz ciekawą nazwę miejscowości? Jedź. Widzisz jakąś tablicę? Sprawdź. Widzisz zapadłe już wioski? Jedź i oglądaj, podziwiaj folklor. Takie mamy zasady, ahaha 😀 Dzięki temu rzuciła nam się w oczy tabliczka z napisem „Cmentarz choleryczny” w Dębniku:

20160213_153344

Był początkiem przyjemnego szlaku…

20160213_153800

… który zaprowadził nas m.in. na pole (poza tym, że na cmentarz) skąpane w lekkiej mgle:

20160213_154031

Polecam każdemu podobną trasę (szczególnie jeśli jesteście z okolic małopolski), może niekoniecznie podobne przygody, ale mam nadzieję, że nasze dzisiejsze doświadczenia posłużą za przestrogę i dadzą pewien pogląd na to, że jednak nie każdą ruina stoi otworem… Nawet jeśli ktoś zrobił jej piękne zdjęcia i zachęcił do jej odwiedzenia 😀

Reklamy

4 thoughts on “Podróże z psem – Krzeszowice z dreszczykiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s