Folkowisko i folkopsisko – festiwal folkowy w Gorajcu z psem

Po długiej przerwie wracamy z nowym wpisem. Okazja fantastyczna, bo w drugi weekend lipca wybraliśmy się na Folkowisko (7-10 lipca 2016). Nasza dobra koleżanka zaproponowała nam wyjazd niemal pod ukraińską granicę, aby przez 4 dni pobawić się przy dźwiękach folku wszelkiej maści i odpocząć od zgiełku miast. Pierwszą kwestią, o której pomyślałam, było „a czy można z psem?”. W związku z tym zaraz odezwałam się do organizatorów z tym pytaniem. Dowiedziałam się, że można, więc tym samym decyzja została podjęta. Jedziemy!
Dosłownie trzy dni wcześniej przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, co było dla Lena niemałym stresem (o tym może następnym razem), a tu czekał go wyjazd pod namiot, spotkanie z setkami osób, koncerty i inne atrakcje. Ale jak to się w środowisku psiarzy powtarza „socjalizacja!” i ciągnie się psa w różne miejsca 😀
Wyjechaliśmy z Krakowa w czwartek 7 lipca przed południem, trasa zajęła nam jakieś 4-5h, wszystko poszło sprawnie i tak oto stanęliśmy przed Chutorem Gorajec. Jeszcze nie było tłumów, ale ludzie cały czas się zjeżdżali. Cała nasza trójka, właściwie czwórka wraz z Lenem, pojawiła się tam po raz pierwszy, więc wszystko było nowością. Szczerze mówiąc, sama spodziewałam się miejsca o wiele bardziej obszernego, rozległego pola namiotowego itd. Było jednak dość kameralnie, aczkolwiek okazało się to zaletą. Chcieliśmy co prawda oddalić się z naszym namiotem nieco od centrum pola, żeby pies miał więcej spokoju (ludzie dookoła też)… dzięki czemu wylądowaliśmy pod ogrodzeniem, na najbardziej wyboistej i niewygodnej ziemi (pozbawieni karimat)… brawo my 😀 Z resztą na drugi dzień i tak byliśmy praktycznie otoczeni namiotami, co okazało się nie stanowić większego problemu dla nikogo (chyba :D).

Chwilę po przyjeździe poszłam z Lenem na pobliską łąkę, aby porzucać mu jego ukochane piłki i aby po podróży „spuścił parę”, bo jak zawsze w związku z nim, spodziewałam się najgorszego.
Pierwszy wieczór zleciał nam jednak niezwykle przyjemnie, różni artyści umilali nam go muzyką, od razu poznaliśmy kilka osób (wiecie, degustacje nalewek i te sprawy :D), no i już od pierwszych 10 minut po przyjeździe zaczęło się… „A co to za rasa?” „Mogę pogłaskać, jak ma na imię?”. A do tego ogólno fruwające w powietrzu ochy i achy. Do tego jeszcze wrócimy. W każdym razie, Len zachowywał się zaskakująco dobrze, szczególnie jeśli miał zajęcie (obgryzanie drewna na ognisko, kopanie dziur w ziemi itp.). Jeszcze chwilę przed wyjazdem coraz częściej zaczęłam u niego obserwować… spokój i odpoczynek. Chodzi mi o swoiste czynności, jak spokojna obserwacja otoczenia, leżenie przy opiekunie, ignorowanie niektórych rozproszeń itd. Do niedawna było nie do pomyślenia, aby Len usiedział w miejscu dłużej, niż pół minuty bez wszczęcia awantury (niestety uwielbia szczekać, jest to forma terroru z jego strony :D). Tymczasem, mogłam siedzieć z nim przed sceną, a on kładł się obok mojego krzesła i po prostu leżał, patrząc sobie dookoła, a ja słuchałam koncertu. Oczywiście w wielu momentach trzeba było się trochę wysilić i odwrócić czymś uwagę Lena, dać mu zabawkę, patyk, czy po prostu swoją uwagę, żeby odpuścił interesowanie się tym, co nie trzeba, bądź po prostu nie nudził się i nie był zniecierpliwiony. Codziennie raz albo dwa mieliśmy dłuższy spacer, bądź sesję z aportowaniem na łące. To bardzo pomagało w spokojnym znoszeniu przez Lena tylu przeróżnych bodźców 😀
Do tego stopnia potrafił być zmęczony w piątek, że na wieczornym koncercie Orkiestry Świętego Mikołaja po prostu zasnął na trawie przed sceną, taki wyciągnięty jak placek. Trzeba było pilnować tylko, żeby nikt go nie podeptał. A było gwarno i głośno, więc uważam, że to niezły wyczyn z jego strony.

Okazało się, że na festiwalu jest więcej psów w tym drugi BOS… Idę sobie późnym wieczorem przez teren festiwalowy, bez soczewek/okularów z lekko szumiącą głową, a tu nagle szczekanie i warczenie, zaraz Len też mnie szarpnął i zaczął szczekać, więc w miarę szybko się oddaliłam… Ale nie mogłam uwierzyć własnym oczom (o co nietrudno przy wadzie wzroku), że widziałam drugiego szwajcara. Był tam też pies w typie alaskana/husky’ego. Jak się okazało na drugi dzień, były to dwie suczki z bardzo sympatycznymi właścicielami. Szybko zdecydowaliśmy się iść na łąkę i zapoznać psy, bo na uwięzi jednak dość mocno się do siebie rzucali wraz z Lenem. Oczywiście jak smycze zniknęły, to po krótkiej wymianie zdań, zaczęła się po prostu dobra zabawa i udało nam się tak na łące spotkać dwa razy w ciągu całego Folkowiska. Psy bawiły się super, ale jak wracały na smycze… to i tak do siebie trochę gadały 😀

W sobotę wieczorem miał odbyć się koncert Joryj Kłoc, na który bardzo czekałam i cieszyłam się, że w końcu zobaczę ich na żywo. Wcześniej byłam z Lenem znów na łące… i nie dość, że piłka wpadła nam w łan pszenicy i przepadła, to jeszcze się przewróciłam. Len do mnie podbiegł, gdy ruszyłam szukać piłki i chyba trochę się ze mną zderzył, bo upadłam na trawę, całkiem miękko i lądując na czworakach… Ucieszona, że nic mi się nie stało, spędzałam dzień dalej aktywnie… jakieś 3 godziny później zaczęło boleć mnie prawe kolano, ale przez dłuższy czas nie skojarzyłam faktów. Bolało mnie coraz bardziej, nie mogłam go zginać swobodnie, siadanie stało się bolesne i mój nastrój bardzo się pogorszył. Na szczęście kolano nie było sine i specjalnie spuchnięte, wiec raczej nie groziła mi amputacja. Problem pojawił się jednak jeszcze w kwestii psa – Len nadal dość często szarpie na smyczy, szczególnie jak coś mu się nie spodoba albo chce coś pogonić (np. gołębia), to ma nagle zrywy i z obolałym kolanem ciężko było mi momentami nad nim zapanować. Moi przyjaciele jednak mi pomogli i udało się przeżyć resztę festiwalu (choć i tak jeszcze troszkę mnie boli :D). Niestety mimo mych wielkich chęci nie dałam rady zostać do końca występu chłopaków z Joryj Kłoc, więc wraz z Lenem udałam się do namiotu i poszłam spać (na tyle, na ile się dało z bolącym kolanem, hałasem dookoła i zaschniętymi śladami opon traktora w ziemi, wbijającymi się w każdy gnat :D).

Nie ma co przeciągać i przynudzać, a że jest to blog „psi”, to chciałabym poruszyć kwestie typowo związane z tematem. Po raz pierwszy byłam z Lenem w takim skupisku ludzi i to praktycznie przez 4 dni, po raz pierwszy byłam również z psem pod namiotem. Pisałam już nieraz na tym blogu, że „psa zabiorę ze sobą wszędzie” (najchętniej) i naprawdę cieszą mnie wyjazdy z Lenem i chciałabym, żeby na tyle mi ufał, że mógłby czuć się naprawdę dobrze w nawet do końca komfortowych dla niego sytuacjach. Mam kilka spostrzeżeń na przyszłość dla siebie, jak i dla innych właścicieli psiaków, chcących przeżywać z nimi wspólnie takie wyjazdy. Warto zainwestować w taką klatkę, szczególnie przy psie większych rozmiarów. podpatrzyłam to na wystawie psów i stwierdziłam, że na różnego rodzaju kempingi może to być również bardzo dobre wyjście. Niestety tym razem klatka nie zmieściła nam się do samochodu (zbyt optymistycznie podeszłam do kalkulacji – średni samochód+duży pies+duża klatka), czego żałuję, bo bardzo przydałaby nam się na Folkowisku z wielu powodów, m.in. – Len mógłby odpocząć we względnym spokoju, miałby się gdzie schronić przed tłumami ludzi i wyciągniętych do niego rąk (he he :D). Niestety wciąż jesteśmy w fazie ćwiczeń odnośnie zostawiania Lena w miejscach (typu samochód – przy niskiej temperaturze oczywiście) i grzecznego czekania (na razie kończy się to w większości przypadków straszną awanturą – Len stoi i szczeka w eter :D), więc taka klatka-transporter świetnie sprawdziłaby się na koncercie, kiedy to pisałam, że Len padł, bo był taki śpiący i trzeba było pilnować, żeby nikt go nie podeptał. Kortyzol i adrenalina szalały, bo w sobotę, a już szczególnie w niedzielę, Len był o wiele bardziej poddenerwowany i zniecierpliwiony, czemu kompletnie się nie dziwię i wiem, że cały ten wyjazd był dla niego ogromnym wyzwaniem, dlatego też chciałabym w przyszłości pomóc mu „odpoczywać”. Namiot z Decathlona (3-osobowy) sprawdził się znakomicie, także polecam. Len jak tylko do niego wchodził wieczorem/w nocy to od razu zasypiał i ciężko było go dobudzić 😀

Jest jeszcze jedna kwestia, o którą ja sama muszę zadbać i która jest taka trochę słodko-gorzka. Nigdy w życiu nie rozmawiałam z taką ilością ludzi w tak krótkim czasie, nie wymieniłam tylu uśmiechów i tyle razy nie powiedziałam „to jest biały owczarek szwajcarski”. Z natury jestem osobą miłą i nawet jeśli powinnam wykazać się asertywnością, czy nawet czymś ostrzejszym (ogólnie mam na myśli), to i tak się uśmiechnę raczej z aprobatą i w najlepszy wypadku szybko oddalę. Niestety mam trochę nauczkę, że powinnam myśleć przede wszystkim o dobru własnego psa, a nie tego, czy ktoś przez chwilę się ucieszy z głaskania go… Len jednak jest bardzo cierpliwy i często zupełnie obojętny na czułości obcych, więc znosi je z spokojem, ale były momenty, w których widziałam jednak napięcie w nim i było mi głupio, że właściwie sama funduję mu takie momenty. Dlatego wiem, że muszę popracować nad asertywnością, no i druga sprawa, jak już pozwalam na nawiązywanie kontaktu z moim psem, to chyba powinnam wykorzystywać to na edukację pro psią, więc z tej okazji wkleję tu bardzo fajną grafikę:

13654195_1159170794103946_4164496666366060997_n

Może zdarzy się, że ktoś tu wpadnie i akurat mu się przyda ta wiedza. To akurat zawsze udaje mi się powiedzieć, mimo mej chorej uprzejmości, że „ale proszę nie po głowie, raczej po grzbiecie”, szczególnie w kwestii dzieci. Warto nauczać od podstaw 😀 To też jest trochę przekleństwo dla Lena, że jest bardzo cierpliwy dla dzieci i traktuje je raczej neutralnie, więc mogą go sobie głaskać i się cieszyć, a on ewentualnie czasem chce polizać je po twarzach. Reasumując, muszę znaleźć złoty środek między dawaniem radości ludziom (uważam, że każdy powinien kochać psy i się do nich przekonywać, jeśli do tej pory nie był :D), a dbaniem o komfort Lena. Wszyscy, którzy podeszli do nas i chcieli zapytać o Lena, albo się z nim zapoznać byli bardzo sympatyczni i nikomu nie mam niczego za złe, choć muszę przyznać, że bywało to męczące, bo ile razy można… 😀 No i w dobie pseudohodowli i „jest moda na rasę…” zawsze trochę strach mówić, jaka to rasa, a o dziwo nadal naprawdę mnóstwo osób nie wie, że istnieją białe owczarki szwajcarskie i są zdumieni, gdy jakiegoś widzą i poznają.

Jedną z osób, która nie mogła nacieszyć się Lenem był Folkowiskowy fotograf Michał i cykał fotki, jak tylko gdzieś przechodziliśmy, stąd dzięki jego uprzejmości mam kilka do podzielenia sie z Wami 😀

13730898_1254624544548664_1452796864206852908_o

13692930_1254624121215373_4493003410481848013_o

13668959_1253819444629174_6246859568127105558_n

13662060_1254624237882028_8442804663007929490_o

13621005_1253813817963070_4042819061886938181_n

13754611_1257698170907968_8432324815401339491_n

A teraz kilka zdjęć ode mnie. Niestety byłam pozbawiona baterii w telefonie, a z aparatem i psem jednocześnie ciężko było mi chodzić… to mam tych zdjęć bardzo mało 😀

13599786_1040245029378731_52680919363342832_n.jpg

13612120_1040232739379960_5624369968227946601_n

DSC_0168.JPG
Słuchaliśmy sobie koncertu Swady w przedsionku cerkwi… a co!

Reasumując po raz kolejny – polecam Folkowisko każdemu psiarzowi! Polecam ten festiwal też po prostu każdemu. Okolica jest przepiękna, atmosfera rodzinna i przyjacielska, muzyka cudna, no i miejsce jest psiolubne, a to jest wielki plus! Tereny dookoła są bardzo zielone, więc spokojnie można chodzić na długie spacery, a to też jest ważne.

Poniżej wrzucam kilka przydatnych linków, pozdrawiam wszystkich współuczestników imprezy, dziękuję za wszystkie miłe słowa pod adresem Lena, no i ogólnie dziękuję za wspaniałą zabawę! Moim przyjaciołom, jak i całej reszcie ludzi!

Festiwal Folkowisko

Stowarzyszenie Folkowisko

Folkowisko Trzy Galicje 2016

Chutor Gorajec

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s