[QUIZ] Jakiej rasie psa odpowiadasz?

Przyszła mi do głowa taka luźna zabawa i postanowiłam zrobić quiz, bo nie znam zbyt wielu fajnych quizów na to, jaką rasą psa jesteś… a to zawsze miło sobie poczytać, co tam w wynikach i czemu taka rasa 😀 Oczywiście wszystko z przymrużeniem oka, no i specem od quizów nie jestem… ale może komuś sprawi on trochę frajdy 😀 Zapraszam!

Jakiej rasie psa odpowiadasz?

Reklamy

TOP 10 – książki o psach

Nastał najtrudniejszy dla mnie czas w roku, czyli późna jesień i zima… Doszłam nawet do wniosku, że wolałabym, żeby 24h godziny było ciemno, bo oświetlenie świąteczne miasta wygląda o niebo lepiej, niż każdy niezwykle szary dzień… Brakuje mi słońca i zieleni… Idealnym wyjściem na grudzień byłoby też to, gdyby wróciły zimy jeszcze z mojego dzieciństwa, gdzie śnieg przykrywał tę szarzyznę sporą warstwą i zima nie polegała (w najlepszym wypadku) tylko na błocie pośniegowym…

No ale cóż, przejdźmy do meritum, bo nie samym narzekaniem świat stoi 😀 Już dawno myślałam o takim wpisie, o książkach, bo jak pewnie łatwo zauważyć, jestem książkowym świrem. Tylko właśnie w tej części roku tracę motywację do wszystkiego niemal… W każdym razie, mój ranking nie będzie opierał się na zasadzie „ważności”, bo nie chcę wartościować wybranych tytułów, lecz zwyczajnie je opisać 🙂

1. Marie Trostburg – 499 porad dla miłośników psów

352x500
żródło

Kiedy przeszło 13 lat temu przyjmowaliśmy pod dach pierwszego psa, czas był jeszcze przed internetowy (ciężko sobie wyobrazić, co? :D) i nie było grup i for, na których można zapytać o byle pierdołę i równej wagi (często) odpowiedzi otrzymać… Książka powyższa stanowiła dla mnie kompendium i choć dziś po latach widzę, ile w niej niedociągnięć, ile rzeczy się już przedawniło, to na tamte czasy sporo się z niej dowiedziałam i w dużym stopniu na jej podstawie wychowywałam Czikę… i dałam radę. Może dziś nie polecam w 100% tej książki, ale przez sentyment musi znaleźć się w moim rankingu 😀

2. Stanley Coren – Tajemnice psiego umysłu

352x5001
źródło

Książkę tę poznałam bardzo niedawno, ale jest moim absolutnym faworytem spośród ostatnich lektur o psach, bo czyta się ją lekko, a choć może skrzywienie naukowe po studiach każe mi doszukiwać się przypisów i dowodów na każdą tezę (a tychże brak u Corena), to w tytule popularnonaukowym nie ma potrzeby aż tak się ich domagać… Najważniejsze jest, że informacje są wiarygodne, na podstawie innych źródeł wiem, że znakomita większość jest prawdziwa, więc z czystym sumieniem polecam każdemu! 😀

3. Stanley Coren – Jak rozmawiać z psem

352x5002
źródło

Wychodzę na fankę Corena, ale ta książka również mnie zachwyciła, bo choć wiele kwestii psiego języka psiarzom wydaje się oczywiste… to nie zawsze musi takie być. Czytało mi się ją naprawdę świetnie, bo informacje są przejrzyste, a na końcu mamy jeszcze słowniczek i rozmówki 😀 Przyznaję, że czasem niektóre informacje były powielone, a z tego, co się orientuję, to „Tajemnice…” wydane były jako drugie:D

4. Paul Loeb, Suzanne Hlavacek – Mądrzejsze niż myślisz

352x5003
źródło

Książkę tę poleciła mi Pani, o której wspominałam już spory kawałek czasu temu, a mianowicie ta, którą spotkałam w parku wraz z pięknym goldenem, kiedy to Len był jeszcze (jak teraz mi się wydaje) rozmiarów mikroskopijnych… Oczywiście książkę szybko zakupiłam i w miarę możliwości, równie szybko przeczytałam. Wydana została w 2000, wiele informacji dotyczy lat jeszcze wcześniejszych, więc na chwilę obecną również sporo jest różnic w podejściu do psa… ale muszę przyznać, że tak w 80% zgadzam się z autorami, a na dodatek dobrze się bawiłam, czytając (bo sporo tam ironicznych tekstów i anegdotek – podobnie jak u Corena w sumie). Dziś w dobie bezstresowego wychowania dzieci i psów, słowo „klaps” (które pada w książce nieraz) brzmi niczym grom z jasnego nieba… ale spokojnie, nie ma tam mowy o biciu, ani znęcaniu się 🙂

5. Inki Sjösten – Posłuszeństwo na co dzień

352x5004
źródło

To z kolei jest „hicior”, do którego przeczytania zobowiązała mnie prowadząca kurs instruktorski, na który uczęszczam. Książka cienka, z obrazkami, a nawet przykładowymi lekcjami, gdybyśmy chcieli szkolić innych… Ma też płytę DVD ( której jeszcze nie obejrzałam), gdzie zilustrowane są wszystkie ćwiczenia. Przyznaję, że jest tu wszystko czarno na białym i bez problemu można od razu zacząć wdrażać proponowane tu ćwiczenia… Znam tę książkę od niedawna, ale już sporo mi pomogła!

6. Katarzyna Harmata – Radość na czterech łapach

b_13870
źródło

Oto jest! Książka spaniałej Kasi, do której uczęszczam na kurs instruktorski. Stanowi ona naszą obowiązkową lekturę, a nie dość, że jest pięknie wydana, to jeszcze zawiera cenne informacje, ale nie jest nimi przeładowana, więc zarówno osoby zaawansowane w „psiarstwie” się w niej odnajdą, jak i początkujący. Myślę, że jest to dobry początek dla kogoś, kto planuje sprawić sobie psa, lub po prostu chce zacząć gromadzić widzę na ich temat, gdyż mamy tu zaktualizowane dane na temat psów, począwszy od ich pochodzenia.

7. Angela Wegmann – Podaj łapę! Jak wyszkolić mądrego psa

352x5005
źródło

Książkę tę kupiłam wiele lat temu, gdy mój pierwszy pies miał już kilka lat i żyłam w przeświadczeniu, że dorosłego psa, to już niczego nie nauczę, więc nawet nie ma co próbować… i pod jakimś jednym podejściu do „obrót”, czy innej sztuczki, zaprzestałam… Niesłusznie, bo jak wiadomo, psa niemal w każdym wieku można czegoś nauczyć, tylko czasem trzeba poświęcić mu trochę więcej uwagi… Mamy tu opisane różne mniej, lub bardziej pokazowe sztuczki, trochę o psie ogólnie, o podróżowaniu z psem, sportach itd. Teraz staram się trochę więcej ćwiczeń wdrażać w życie, lecz wciąż mam mieszane uczucia co do tego, czy chciałabym, żeby Len umiał otwierać sobie drzwi…

8. Jolanta Antas – Rozmowy z psem, czyli komunikacja międzygatunkowa

278959-352x500
źródło

To z kolei książka mojej pani profesor, o której wspominałam już przy okazji wpisu o miejscach publicznych i psach, kiedy to zachwycałam się Fraszką. Książkę zdążyłam już przeczytać i było to ciekawym doświadczeniem, gdyż po raz kolejny mam kontakt z autorem, co nieco zmienia perspektywę. Lektura bardzo przyjemna i porady widziałam zastosowane w praktyce, jest też cały rozdział „Pies na uniwersytecie”, co wyjątkowo mnie ciekawiło, gdyż sama chętnie bym Lena na zajęcia zabrała, ale chyba jeszcze się do tego nie nadaje… 😀 Widzę u pani Antas trochę wpływów Jan Fennel (nie wiem, czy świadomych), co może nie do końca zgadza się z moimi poglądami, ale nie ma to większego znaczenia, gdyż książka ta jest naprawdę godna polecenia!

9. Jan Fennel – Zapomniany język psów

352x5006
źródło

Do książki tej dorwałam się po wielu latach „posuchy” w tego typu literaturze, gdyż faktycznie miałam spory przestój w poszerzaniu wiedzy na temat psów. Tak do połowy czytałam ją z zachwytem, później z niepewnością, by w końcu poddać wiele zamieszczonych w niej kwestii w wątpliwość. Umieszczam ją tutaj, gdyż uważam, że warto zapoznać się z metodami pani Fennel, czy jej poglądami ogólnie, gdyż znajdziemy ich echa właśnie u innych autorów, a nawet szkoleniowców. Jak dla mnie trochę za dużo tu obsesji dotyczącej teorii dominacji, przywództwa, czy pochodzenia psa od wilka w linii prostej. Nie mówię, że opisane tu metody są w 100% złe, bo kilka ma sporo sensu, ale mimo wszystko nie wydaje mi się, by książka ta mogła być biblią, wedle której należy postępować:D

10. David Taylor – Księga psów

352x5007
źródło

Książkę tę również mam w swoim zbiorze od niedawna i żałuję, że nie miałam jej jeszcze w dzieciństwie, bo wiem, że nie rozstawałabym się z nią na krok! W Polsce wydana chyba na początku lat ’90, widać też pewne archaizmy, ale nie zmienia to faktu, że wiele współczesnych książek tego typu nie może się jej równać. Rasy opisane są bardzo przejrzyście, bez przekłamań, a na podstawie opisów jesteśmy w stanie wywnioskować np. cechy danej rasy, choć opis tyczy się z pozoru tylko jej historii. Pięknie zilustrowana, posiada też trochę informacji na temat psów ogółem (żywienie, zmysły itd.). Polecam! 😀

 

Tak oto dobrnęliśmy do końca mojego rankingu. Bardzo ciekawa jestem Waszych propozycji, bo na pewno jest jeszcze mnóstwo książek wartych przeczytania, których nie zdążyłam poznać. Jeśli jeszcze tu zaglądacie, to piszcie proszę w komentarzach, co Wy lubicie czytać i sobie cenicie 😀

I poza zimową chandrą u nas wszystko w porządku. Jakieś 2 tygodnie temu byliśmy na wycieczce w Lanckoronie, Len zwiedził pierwszy w życiu zamek, a teraz powoli przygotowujemy się do świąt i Sylwestra… Mam nadzieję, że mój białas nie ma skłonności do stresu wystrzałami i wszystko będzie w porządku. Czika miała wszelkie petardy zawsze głęboko gdzieś, nic jej nie ruszało, więc nie było problemu, ale wiem, że wiele psów bardzo się stresuje i przyłączam się do apelów, by jak najwięcej osób rezygnowała ze strzelania…

 

TOP 5 – czyli które rasy zawróciły mi w głowie

Przeglądałam sobie blogi i wpadłam na wpisy o TOP 5 ras psów… zainspirowałam się konkretnie tym i tym. Zadanie wydaje się taki łatwe i przyjemne, ale ja zawsze byłam kiepska w wybieraniu „ulubionych”… zespołów, książek, piosenek, jedzenia… wszystko szło mi tak samo kiepsko, bo chyba za dużo rzeczy lubię 😀 Spróbuję jednak zmierzyć się z ulubionymi rasami, czy po prostu tymi, które mi się zawsze marzyły i pominę w tym zestawieniu rasę Lena, bo to oczywiste, że ją uwielbiam 😀

1.Wilczak czechosłowacki

Mój niezaprzeczalny numer jeden zaraz po dzikich wilkach. Jeszcze w dzieciństwie, kiedy odkryłam tę rasę, uznałam, że to pies moich marzeń. W końcu jest to mieszanka z wilkiem, w dużym stopniu ma jego cechy… i dopiero jak dorosłam, dotarło do mnie, że może i piękny pies, że mądry, że wspaniały… ale trudny. I nie dla amatorów, tylko dla ludzi bardzo świadomych i umiejętnie prowadzących psy… I z żalem przyznaję, że prawie na pewno nie do bloku… Ale kto wie, może kiedyś w przyszłości dane mi będzie obcować z wilczakiem we własnym domu.

źródło: https://czechwolfdog.wordpress.com/

2. Border Collie

Sama nie wiem, czemu… ale od równie najmłodszych lat, co powyżej, mam słabość do tej rasy. Jeśli miałabym posłużyć się znów literaturą, to była książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie „Szary król” autorstwa Susan Cooper… Rzecz działa się w Walii i był tam pies imieniem Cafall… nie dam sobie niczego uciąć, że to był border, ale tak sobie go wyobrażałam… co tylko potęgowało mój sentyment do tej rasy. Uważam, że to piękne psy, pełne energii i bardzo mądre…

źródło: https://owilkumowablog.files.wordpress.com/2015/10/c3ae8-blackandwhiteborder.jpg

3. Owczarek australijski (aussi)

Myślę, że na nie natknęłam się przeszukując psy w umaszczeniu merle/marmurkowym, bo uwielbiam to umaszczenie… Wydaje mi się, że są trochę podobne do border collie w zachowaniu, choć nie zagłębiałam się w to jak na razie… Uważam, że wersja z ogonem jest nawet jeszcze bardziej urocza… Nie wiem wiele o aussi, ale po prostu je uwielbiam 😀

źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/de/Aussi.jpg

4. Czarny Owczarek Staroniemiecki
Wychodzi na to, że mam też jakieś skrzywienie odnośnie całkiem białych, albo całkiem czarnych psów… koniecznie długowłosych… więc jestem zachwycona moim odkryciem, a mianowicie tym, że są owczarki STAROniemieckie i wyglądają tak pięknie 😀 Co do charakteru, to wiadomo, owczarek to pewna jakość i mądrość, więc to zawsze jest na plus. A ta odmiana… cudowne są, czarne wilki.

źródło: http://magda71.webd.pl/ALBUMY/karera/slides/owczarek%20staroniemiecki.%205tyg.%20herbu%20czarny%20%20wilk%20(18).JPG

5. Hovawart

Też sentyment rodem z dzieciństwa, kiedy to wertowałam non stop grubą książkę „Rasy psów” i upatrzyłam sobie takiego psa też… Hovawarty są duże i łączą w sobie trochę elementów psów myśliwskich w wyglądzie (retrivery, setery), ale jednocześnie mają inny „klimat”… Podobno są one pełne temperamentu, towarzyskie i wesołe, też wymagają konsekwencji w wychowaniu (ale który pies nie wymaga…) Podobają mi się one w każdym wariancie kolorystycznym, najbardziej w wersji „blond” oraz czarnej podpalanej…

źródło: http://www.hovawart.net.pl/gratina/036.jpg

Wcale nie było mi łatwo wybrać tę piątkę… pewnie dodałabym jeszcze kilka typów, ale podałam te najczęściej wracające w moich myślach… Ogólnie lubię duże psy w typie wilczym, ale mam też słabość choćby do coker spanieli…

A Wy jakie macie swoje ulubione rasy? Bardzo lubię o tym rozmawiać z ludźmi, więc jakby ktokolwiek był chętny się podzielić w komentarzach, będzie mi bardzo miło 😀

Wiadomo, że jest też rasa ponadczasowa i zawsze dobra „kundel/mieszaniec” i tam to dopiero mogą być okazy… Ale konkretne rasy też mają swój urok i samo ropoznawanie ich w życiu, czy na obrazkach, zawsze sprawiało mi ogromną frajdę 😀

Biała lawina

Escamillo – Len jest Białym Owczarkiem Szwajcarskim. Jak się okazuje, mało kto wie, co to za rasa i jak na razie z osób, które zaczepiły mnie na ulicy, tylko dwie wiedziały od razu, że Len to BOS. A wierzcie mi, zaczepia mnie całe mnóstwo osób.

W takim razie, co to za pies, ten owczarek? Jest to stosunkowo młoda rasa, która wywodzi się od owczarka niemieckiego, lecz została wyodrębniona, gdy zakazano hodowli białych owczarków niemieckich. Mówiono, że to skaza, że psy te mają mnóstwo wad. Tak było przynajmniej w Europie na początku XX wieku, natomiast w Stanach Zjednoczonych białe owczarki miały się zupełnie dobrze. Niechciane na Starym Kontynencie, były importowane do Stanów i tam z powodzeniem hodowane oraz selekcjonowane. Doprowadziło to do wyodrębnienia nowej rasy i po raz kolejny Biały Owczarek pojawił się w Europie w latach ’70. Trafił do Szwajcarii i znany był przede wszystkim jako Owczarek Amerykańsko-kanadyjski i przez długie lata nie był uznawany przez FCI. Za sprawą usilnych starań pierwszych hodowców w Europie udało się w końcu założyć klub rasy, spełnić wiele restrykcyjnych wymogów i w końcu w 2002 roku zarejestrować rasę w FCI i to właśnie Szwajcaria przejęła odpowiedzialność za tę rasę i jest jej patronatem. (źródło).

W skrócie można by rzec o BOSach, że są łagodne, mądre i towarzyskie. Co do pierwszego nie mogę się jeszcze zgodzić, gdyż Len uwielbia gryźć ręce i stopy, niczym zawodowy psi bandyta. Co do reszty nie mam wątpliwości, gdyż mimo tego, że jest jeszcze psim dzieckiem widać, że stara się jak może i walczy ze sobą za każdym razem, gdy wołam „zostaw”.

Len pożerający moją rękę

Z jednej strony chciałby dalej psocić, z drugiej trochę się waha. Mam nadzieję, że już niedługo będziemy rozumieli się jeszcze lepiej. Jak każdy owczarek i ten biały bardzo lubi się uczyć i „mieć coś do roboty”, co mam zamiar niecnie wykorzystać i pomęczyć Lena szkoleniem… Jak już będzie umiał skupić uwagę na dłużej 🙂

Na koniec podzielę się jeszcze nieco niewyraźnym zdjęciem z podróży do nowego domu:

Mały niedźwiedź polarny
Mały niedźwiedź polarny

Życie od nowa

Pierwszy wpis zawsze jest sporym wyzwaniem. Miałam już niejednego bloga, lecz żaden nie dotyczył konkretnej sprawy. Skupiały się one na luźnych przemyśleniach, które nierzadko napływały mi do głowy i powodowały istne sztormy. Żeby zyskać trochę spokoju ducha, trzeba było sobie popisać. Teraz postanowiłam wrócić do pisania. Mam jeden ważny powód, który mam nadzieję, będzie mnie motywował. Długo i konsekwentnie… gdyż niestety cechuję się nieco słomianym zapałem, mimo szczerych chęci.

Moją motywacją jest pies. Drugi w moim życiu, a jakby pierwszy. Psy są moją pasją od najmłodszych lat. Wiadomo, że przeszłość jest zawsze przez mózg nieco idealizowana, niektóre fakty zacierają się, by uwypuklić inne, prawdopodobnie mniej znaczące. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet małe dziecko ma swoje cechy i zainteresowania. Jeśli samo jak przez mgłę pamięta, co robiło i myślało… to od czegóż są „dorośli”, którzy w odpowiednim momencie, zaszłości przypomną… bądź wypomną. W moim przypadku wszystko zlewa się w jedną całość – zarówno moje wspomnienia, jak i opinie otoczenia – tworzą formę na czterech łapach z ogonem i zimnym nosem. Zabawki, które najbardziej mnie interesowały, zawsze były plastikowymi, bądź pluszowymi zwierzętami. Kiedy tylko do mojej świadomości dotarło, że ten, kto zajmuje się zwierzętami i im pomaga to weterynarz, na każde pytanie „kim będziesz w przyszłości?”, z dumą odpowiadałam „weterynarzem!”. Cel ten niestety nie został przeze mnie spełniony, lecz miłość do zwierząt pozostała. Psowate są według mnie najwspanialszymi istotami tej planety, na czele z wilkami, lisami oraz psami właśnie. Jako dziecko nie stroniłam także od żywych psów, gdyż wiadomo, że zabawki to za mało. Kiedy tylko mogłam wyrywałam się mojej mamie z całych sił, by popędzić do jakiegoś czworonoga. Chyba wydawało mi się, że jestem zaklinaczem psów, gdyż lęk przed psami w mojej głowie nie istniał przez większość mojego życia. Co za tym idzie, ganiałam po podwórku z bezpańskimi psami, co jakiś czas przyprowadzałam do domu któregoś i skutecznie byłam przez rodziców odprawiana z kwitkiem – „psa nie będzie”. Pozostawało mi zatem poznanie wszystkich psów na osiedlu przynajmniej z imienia i trzymanie komitywy z bezdomniakami. Kiedy miałam około 11 lat, moja mama wypowiedziała magiczne słowa – „przeglądałam twoją książkę z rasami psów… kupimy psa, będziesz miała swojego”. Moja radość nie znała granic, więc zaczęłam wszelkie kieszonkowe odkładać na psa. Jako dzieciak nie miałam ich za wiele, ale wiadomo, liczył się każdy grosz. Były to czasy, kiedy internet nadal raczkował, więc ogłoszenie o hodowli znaleźliśmy w gazecie „Mój Pies”, która już niestety nie ukazuje się. Moja mama powiedziała mi, że możemy kupić beagla. Bo do naszego niedużego mieszkania będzie akurat. Los chciał jednak, że w moje ręce trafił pies zupełnie inny. Mieszaniec. Z nieco podejrzanej hodowli, którego matka była cocker spanielem. Miał być pies, do domu przyprowadziłam suczkę. Nie miałam nawet wymyślonego imienia, ale zarówno ja, jak i moi rodzice zakochali się w niej bez pamięci. Dałam jej na imię Czika i jest ze mną do dziś, praktycznie trzynaście i pół roku… Wiem, że będzie niezastąpionym psem. Trafił mi się niezwykły „egzemplarz”, gdyż odkąd przekroczyła próg mojego domu nie sprawiała niemalże żadnych problemów. Jako szczeniak nie zniszczyła niczego w domu, nie gryzła, szybko uczyła się wszystkich potrzebnych rzeczy, w tym załatwiania na zewnątrz, zostawania samej w domu. Była moją nieodłączną towarzyszką zabaw, radości, smutków, spacerów… Lata mijały, obie zestarzałyśmy się, a z przyczyn losowych Czika wylądowała w domu mojej babci i tam sobie razem żyją. Mój ukochany pies teraz z resztą sam jest babcią… na dodatek schorowaną, z rakiem… ale na szczęście dzielnie się trzyma. I tęsknię za nią każdego dnia, choć wiem, że ma się dobrze i sama zżyła się z moją babcią i jest już takim trochę nie moim psem. Wiecie, jak to jest, pies uczy się, kto daje miskę i kto chodzi na spacery. Ale i tak robię dla niej, co mogę i odwiedzam, kiedy się da. Los pokierował moim życiem tak, że musiałam szybko się usamodzielnić, stało się to szybciej, niż sobie tego życzyłam. Wiedziałam od lat, iż kiedy zamieszkam sama (albo prawie sama), będę mieszkać z psem. Jeśli nie uda się z Cziką, to z kolejnym psem. Bo nie wyobrażałam sobie życia bez psa i dalej nie wyobrażam. Skończyłam studia, moi przyjaciele nieco rozjechali się po Polsce i świecie, a ja dotrwałam do „swojego kąta” (wynajmowanego, ale zawsze). Początkowo myślałam o psie ze schroniska, gdyż wiem, że przed śmiercią muszę przynajmniej jednego adoptować (na razie pomagam na odległość). Po przemyśleniu i poradach najbliższych osób, postanowiłam jednak spełnić marzenie z dzieciństwa i najpierw „zainwestować” w psa rasowego. Przez jakiś czas byłam do takich nieco zniechęcona, gdyż wydawało mi się to nieco snobistyczne (tym bardziej, że mój mieszaniec okazał się psim aniołem), choć i tak miałam swoje ulubione rasy. Padło na to, że biorę szczeniaka… dużej rasy. Tak, to marzyło mi się od zawsze – duży pies. Pies wyglądający jak wilk (stąd moja ogromna sympatia do wilczaków czechosłowackich). Pies wyglądający jak wilk polarny. Po prostu duży, piękny pies o długiej sierści. Mój wybór padł na Białego Owczarka Szwajcarskiego. Dawno temu zakochałam się w tej rasie, choć wydawało mi się, że w Polsce jest nie do zdobycia. Na szczęście była… i gdy w połowie lipca podjęłam decyzję o tym, o jakiego psa będę się starać, znalazłam hodowlę U Źródła, która miała miot „w drodze”… Psiaki miały narodzić się pod koniec lipca, a ja z niecierpliwością odświeżałam stronę hodowli kilka razy dziennie… Bo od razu zarezerwowałam sobie psa. Długowłosego samca. Spełnienie moich wieloletnich marzeń. I kiedy ja beztrosko pływałam żaglówką po Mazurach, 19 lipca 2015 roku na świat przyszło 12 szczeniąt… Jedno z nich miało być moje. I tak się stało. W końcu czułam się naprawdę szczęśliwa, nie mogąc doczekać się, aż mój nowy przyjaciel na śmierć i życie, zamieszka ze mną… Takim o to sposobem trafił do mnie pies ze wspaniałej hodowli, która powinna być wzorem dla wszystkich hodowców. Początkowo był psem „czarnym”, bo każdy szczeniak miotu musi mieć swój kolor. Rósł szybko, a jako że urodził się w miocie „E”, wkrótce nadano mu imię – Escamillo U Źródła. Tak właśnie brzmi pełne imię mojego psa, któremu postanowiłam poświęcić kawałek swojego życia. Nieoficjalnie nazwałam go Len. Powoli uczy się reagować na to imię, choć na razie wciąż jest maleńki. Ale odważny i ciekawski. Dokładnie taki, jak sobie marzyłam. W kolejnych wpisach zapoznam Was dokładniej z jego osobą…

20150912_184158