O kulturze mowa… a tu pies!

Piątek nie zapowiadał się ciekawie. To jeden z tych, kiedy człowiek nie ma się gdzie podziać, bo każdy ma już plan, a my przespaliśmy listę obecności.

Jeśli chodzi o Lena, to dziś w końcu doczekał się pełnego kompletu szczepień. W gabinecie pojadł sobie ciasteczek, więc szczepionki przeciw wściekliźnie wcale nie poczuł. Starał się wetknąć swój ciekawski pysk wszędzie, ale na szczęście nie miał zbyt dużego  pola do popisu, bo był w innym gabinecie… w tym, co ostatnio cały czas grzebał w paczkach z karmą, zdjął z półki nawet jakiś przyrząd do usuwania kleszczy…

Ponadto dziś na spacerze w parku spotkaliśmy 3-miesięczną suczkę Cane Corso. Calutka czarna o bardzo grubych łapach, była całkiem chętna do zabawy… ale Len szczekał na nią i uciekał i chwilę to trwało, zanim złapał rytm zabawy… a jak już złapał, to lada moment, nim zdążyłam go odwołać… wskoczył sobie do parkowego zalewu i nie mógł się wygrzebać, więc trzeba było go wyciągać… i biec do domu myć i suszyć. Na szczęście nie umoczył się cały…

… a wracając do mojego piątku pozbawionego fajerwerków,  to okazał się najlepszym piątkiem ostatnich wielu tygodni. Zaczęłam przeglądać koncerty, jakie oferuje Rotunda, bo robię to raz na jakiś czas… i okazało się, że dziś o 20  jest koncert zespołu Cisza Jak Ta. W związku z tym, iż cierpię na bieszczadoholizm, a także słabość do piosenki turystycznej i poetyckiej… prędzej podjęłam decyzję o tym, że idę,  niż do mnie dotarło, że ją podjęłam. Na szczęście okazało się, że jest szansa dostać bilet, więc zostawiając Lena z żalem (bardzo zmęczonego emocjami po wizycie u weterynarza), pognałam co sił.
Zespół Cisza Jak Ta mogłabym zachwalać do jutra, ale pewnie byłabym nieobiektywna… a kto lubi, ten lubi i wie, co jest grane… ale że jeszcze będzie szczekane, to się nie spodziewałam! Siedzimy, klaszczemy na bis… a tu zza kurtyny wyskoczył piękny, młody Golden! Ja no to już prawie owacje na stojąco, psiak zaraz znowu znikł… pojawił się z zespołem i został na kilka jeszcze piosenek… twarz mi prawie pękła na pół,  tak się uśmiechałam i cieszyłam z tego, co widzę!  Okazało się, że pies zespołu ma na imię Dżuno (o ile nic nie przekręcam) i ma 3 lata… i przez wszystkie 3 jeździ w trasy koncertowe z nimi. Cudowny to był wieczór, bo nie dość, że sztuka, kultura… to i pies! I to taki sympatyczny, że ah… Za niedługo opowiem Wam o jeszcze jednym sympatycznym spotkaniu z psem tam, gdzie się go nie spodziewałam…

A tymczasem mogę tylko cieszyć się z tego, że są ludzie, którzy stawiają obecność i towarzystwo psów tak wysoko… a jak wspominałam wcześniej, mam zamiar krzewić taką postawę i wspierać wszystkie jej przejawy! 🙂

A muzykę i koncerty Ciszy gorąco polecam wszystkim o podobnej mentalności 🙂

Len umoczony do połowy, brudny... i znów nie
Len umoczony do połowy, brudny… i znów nie mający ochoty iść do domu
Niestety patyki zaczęły być spacerowym daniem nr 1...
Niestety patyki zaczęły być spacerowym daniem nr 1…
Wspaniały Dżuno z zespołem na scenie <3
Wspaniały Dżuno z zespołem na scenie
I ponownie... piękny widok,a pies bardzo entuzjastyczny! :D
I ponownie… piękny widok,a pies bardzo entuzjastyczny! 😀 (za jakość zdjęć przepraszam, ale to telefonem)
Reklamy