[test] KONG Activity Ball

Dzisiejszy wpis będzie o naszym najnowszym nabytku – KONG Activity Ball – a to wszystko dzięki uprzejmości sklepu Nasze Zoo, przez który zostaliśmy wybrani do przetestowania tej właśnie zabawki. Bardzo miła pani skontaktowała się z nami i zapytała, czy Len nie chciałby zostać testerem. Jasne, że by chciał… i został 😀 Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co to będzie… i gdy w końcu kurier zastukał do drzwi, okazało się, że Len dostał właśnie produkt KONGa oraz miły list od sklepu 🙂

Kiedy 13 lat temu kupowałam pierwszego psa, nie słyszałam ani o firmie KONG, ani o żadnych zabawkach, które napełnia się przysmakami lub smakowymi pastami. Moja Czika wychowała się na suszonych uszach wieprzowych, tych niby butach ze skóry i absolutnym hicie – starej skarpecie wypełnionej przysmakami, do których aby się dostać, musiała zrobić dziurę… czyli taki KONG dla ubogich, ahaha 😀 Teraz zanim sprowadziłam do domu Lena, natrafiłam na wpis o kuli-smakuli i nie powiem, poczułam się zaintrygowana, gdyż wcześniej nie miałam do czynienia z takim cudem i właśnie Comfy Snacky Ball była jednym z moich wyprawkowych zakupów… okazało się jednak, że zainteresowanie Lena nią jest dość nikłe, bo jak nie mógł czegoś wyjąć, to dawał sobie spokój i szedł uprzykrzać życie mnie i innym 😀

Jak zobaczyłam, że przypadło nam w udziale coś bardzo zbliżonego do „kuli-smakuli”, to mina mi nieco zrzedła, bo jasne, miło dostać taki prezent i w ogóle… ale przecież Len się tym na pewno nie zainteresuje. Jak widać na zdjęciu w nagłówku tego bloga, mój pies ma jeden produkt KONGa – kość dla szczeniąt, którą również można czymś tam napełnić… ale ona również cieszyła się znikomym zainteresowaniem. „No nic – pomyślałam – spróbujemy. W końcu miał być test…” i pełna obaw postanowiłam wypełnić przynajmniej w małym stopniu tę piłkę masłem orzechowym, bo akurat miałam je pod ręką… tak na spróbowanie. Len nie jest krytyczny wobec smaków pożywienia, więc czy to by było masło zwykłe, orzechowe, czy tektura umoczona w rosole, pewnie i tak byłby zachwycony… i ku mojemu zdumieniu, po raz pierwszy Len zajął się zabawką z tej kategorii na dłużej. Oczywiście musiałam to nagrać, bo własnym oczom nie wierzyłam, że chodzi z nią, liże, gryzie i jest bardzo zaangażowany w wydobycie wszystkiego, co tam w środku wyczuwa językiem.

Na powyższych filmikach widać, że KONG spodobał się Lenowi (wybaczcie mokrą podłogę, która trochę psuje efekt, ale każdy, kto mieszka ze szczeniakiem wie, jak jest… o czystości można pomarzyć :D) i to tylko namiastka jego zainteresowania… Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona i od razu zaczęłam zastanawiać się, czym jeszcze mogę wypełnić tę nową wersję „kuli-smakuli”. Nie mając lepszego pomysłu, stwierdziłam, że sprawdzę jak zadziała zwykły pasztet drobiowy… Oj, zadziałał lepiej, niż masło orzechowe… Porwał Lena na kilkanaście, albo nawet więcej minut i to do tego stopnia, że nawet, kiedy wydawało mi się, że zrezygnował już z „memłania” i lizania, to on przenosił się w inne miejsce i z podobnym zapamiętaniem, co na samym początku dalej tłamsił nowy nabytek…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
z psim herbatnikiem 😀
20151120_125124
Opakowanie 😀 mam nadzieję, że dopadnę większy rozmiar, bo za parę miesięcy nasz KONG może jednak okazać się za mały…
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Bardzo lubi trącać takie zabawki i toczyć je po podłodze 😀

Podsumowując… jestem dziewczyną, więc kolor jasnoniebieski oceniam na plus, prezentuje się pięknie! ❤

A tak na poważnie, to KONG Activity Ball sprawdził się u Lena głównie dlatego, że:

a) ma tak zrobiony otwór (z dwóch stron, mniejszy i większy), iż wysiłek psa zakończony jest sukcesem, bo faktycznie udaje się coś „wygrzebać”

b) materiał jest stosunkowo miękki, przez co da się go ugniatać, zgniatać, wyginać i to pomaga w wydostaniu zawartości… ale także stymuluje psa do żucia i gryzienia, co jest niezwykle ważne!

c) jak nazwa wskazuje, jest to piłka… i faktycznie jako piłka świetnie się sprawdza, gdyż dobrze się odbija i jest na tyle lekkie, że można rzucać nawet w mieszkaniu, bez zbędnego hałasu

d) za wadę mogłabym uznać wielkość, gdyż mamy rozmiar „small” dla szczeniąt do 9 kg, choć przy moim kilkunastokilogramowym się sprawdza ta wielkość znakomicie na razie… choć obawiam się, że za niedługo trzeba będzie zainwestować w coś większego 😀

e) da się ją wykorzystać jako piłkę, a że Len lubi biegać, to ćwiczenie aportu z Activity Ball sprawdza się świetnie

f) mój pies jest w trakcie wymiany zębów, a ta zabawka choć na pierwszy rzut oka wydaje się być regularnych kształtów, ma nacięcia, które są ząbkowane (o ile tak to mogę powiedzieć), co dodatkowo stymuluje żucie i masuje dziąsła

Jesteśmy zadowoleni z prezentu od Nasze Zoo i z czystym sumieniem poleciłabym KONG Activity Ball wszystkim psom, które lubią chwilę się pomęczyć, aby zdobyć dobre kąski… albo po prostu żuć i gryźć. A to potrzeba etogramowa wszystkich psów, więc myślę, że zabawka ta jest dla każdego 🙂 Mnie spodobała się między innymi dlatego, że wypełniając ją po brzegi, mogę spokojnie wyjść z domu, a Len ma zajęcie na dłuższą chwilę. Podobnie kiedy przychodzą goście i nie chcę, żeby Len wszedł w try „nieznośny”, co jeszcze mu się zdarza, podaję mu tę zabawkę…i aż miło patrzeć na jego rozanieloną minę 🙂

Dziękujęmy Nasze Zoo za możliwość „degustacji” tej ciekawej zabawki, za fajną zabawę, jaką była recenzja „niespodzianki” dla nas przygotowanej i serdecznie polecamy KONG Activity Ball innym psiakom i ich właścicielom 🙂 A także zapraszamy do odwiedzin na Nasze Zoo 🙂

Jeśli ktoś już ją ma, jestem ciekawa opinii. Czy sprawdza się równie dobrze, jak u nas? Ostatnio znalazłam przepis idealny do zastosowania w tej zabawce i mam zamiar wcielić go w życie… 😀

 

Reklamy

Pokusa Premium Plus – czy Len się skusił?

Pewnie wiele osób, które tu trafią, zna już Pokusę Premium Plus. Ja sama trafiłam na nią, przeglądając jakieś pieskie blogi i nie będę owijać w bawełnę – urzekła mnie opakowaniem. Niby się nie ocenia książki po okładce (co ja nagminnie czynię), ale jednak uważam, że opakowanie to ogromna zaleta Pokusy. Lubię, kiedy rzeczy są ładne i uważam, że nie jest to wadą, a jedynie zaletą nawet takich produktów, jak karma dla zwierząt.

takie trochę vintage

Oczywiście nie podałabym Lenowi niczego tylko ze względu na ładne opakowanie. Na Pokusę zdecydowałam się, bo nie natknęłam się na ani jedną złą opinię. Wszyscy zachwalali praktyczne zastosowanie, naturalne składniki i zadowolenie swoich psiaków. Stwierdziłam, że muszę to sprawdzić i dzisiaj przeprowadziliśmy z Lenem próbę generalną.

O ile nie pomyliłam się obliczeniach (wspominałam już, że w matmie nie jestem dobra), to na mojego psa przypadały dwie saszetki Pokusy 20g. Jeśli chodzi o skład i inne opowieści, to odsyłam do strony producenta -> klik. Muszę przyznać, iż gdy po rozcieńczeniu Pokusowego proszku z wodą, zobaczyłam, że ma kolor koktajlu truskawkowego, byłam szczerze zdziwiona… Uznałam jednak, że widocznie tak ma być i po rozmieszaniu pokarmu, podałam go Lenowi.

Nie wiem, czy wspominałam, ale jest on okropnym obżarciuchem i rzuca się na jedzenie, jakby był bezdomny od urodzenia i nie widział żarcia od tygodnia… Pokusa jednak okazała się tutaj strzałem w dziesiątkę, bo taką papkę jadł sobie powoli i wydawać by się mogło, że nawet w skupieniu. Jestem pewna, że mu smakowało i w sumie nie widzę przeciwwskazań do tego, by czasem podać mu tego typu pokarm (na ogół je surowe mięso lub suchą karmę Dog Club), szczególnie na wyjazdy faktycznie jest to niezła alternatywa i nie waży dużo, co wszyscy podawali jako zaletę i ja też się pod tym podpisuję.

Na korzyść Pokusy działa też to, że obsługa jest miła, mają bardzo dobrze zrobioną stronę internetową (i ładną!), a produkty dostosowane są do wielkości, wieku i aktywności zwierząt. I organizują fajne konkursy 🙂

Brudny pysk, ale zadowolenie jest :D
Brudny pysk, ale zadowolenie jest 😀